Menu

Zhejtowany Ziom

To nie jest kolejny blog lajfstajlowy

RODO-srodo czyli o co w tym wszystkim chodzi?

Od kilku ostatnich tygodni na ustach wszystkich jest jedno słowo RODO. Część mówić to z zimnym potem na plecach, inni z wielką pogardą a jeszcze inni z tak wielkim “I don’t give a single fuck”, że aż dziwne, że nie ma takich koszulek. Nie zmienia to faktu, że temat jest gorętszy niż pośladki Ryana Reynoldsa w Deadpoolu.

Kilka miesięcy temu pojawiła się informacja, że grono starców ze Strasburga podczas swoich głębokich narad stwierdziło, że tak być nie może z tymi danymi osobowymi. One są super, hiper newralgiczne i nie może być tak, że jakiś Cukiergóra czy inny Bezos może sobie bezkarnie pobierać nasze dane i robić z nimi co chcesz. Brzmi sensownie, prawda? No brzmi. Wiadomo nikt chciałby by jego morda wylądowała na opakowaniu tabletek antykoncepcyjnych z hasłem: “Nie chcesz mieć takiego brzydkiego dziecka? Lepiej się zabezpieczaj” lub zostać bohaterem  kampanii ogólnoeuropejskiej na temat hemoroidów.

Pytacie czy jest to możliwe? Według niektórych regulaminów tak, była taka opcja. Swego czasu nasza-klasa (gimby nie znajo hehe), miała zapis, który mówił, że mogą sprzedać komu chcą wszystkie nasze dane, w tym zdjęcia. Serio, serio. Dobrze wiemy, że 99% (tak Ty też) osób nie czyta tych regulaminów, bo są zapisane po prawiczemu czyli nie do zrozumienia i często mają więcej stron niż liczba kompleksów przeciętnej nastolatki.

Problem się pojawił jednak ten co zawsze – pomysł dobry, wykonanie z dupy. Europarlamenciaki powiedziały “Musi być jasno, prosto i klarownie. Fallus nas obchodzi jak to zrobicie, ale jak nie będzie dobrze, że to Wam zrobimy z dupy jesień średniowiecza”. Czyli ma działać (nie wiemy jak, ale ma), a jak nie zrobicie tego jak my chcemy (ale nie wiemy jak chcemy) to będą takie kary, że Was odbyt będzie tak piec jak po potrójnym ostrym z mieszanym mięsem u Turka na rogu.

A i dodam jeszcze jedno, bo to też jest kluczowe by zrozumieć dlaczego to spowodowało lawinę maili od Panów Stasiów, którzy sprzedali nam hulajnogę 10 lat temu o której już dawno zapomnieliśmy. RODO dotyczy wszystkich, nieistotne czy masz korporację, która ma 10 000 ludzi, potrzebujemy 10 milionów Twoich danych czy chodzi o bloga, który tylko śmieszkuje sobie z życia, nawet jak robi to bardzo nieudolnie (ekhm, ekhm). Wszyscy musimy mieć wrzuconą nową, zajebistą politykę prywatności i świeżo odrobaczone ciasteczka. Kij z tym, że pewnie 98% ludzi w ogóle nie rozumie jak to działa (ani Ci co to wstawiają, ani odbiorcy), ale skoro kary mogą być 5 mln złotych to chyba trzeba to zrobić, prawda?

No dobra, sami wiecie co to spowodowało w ciągu ostatniego tygodnia otrzymaliśmy wszyscy pierdyliard maili od jakiś anonów o których już dawno zapomnieliśmy, na każdej stronie zaczęły się pojawiać okienka wielkości Long Island z informacją, że są nowe przepisy, nowe zajebiste polityki i cookies. Ilość ciasteczek spowodowała, że po tygodniu czytania na każdej stronie o nich przytyłem 10 kilo w samych łydkach.

Był również drugi efekt: liczba pozwów była większa niż liczba chętnych na koncert Rolling Stones 5 minut po północy. Można było się tego spodziewać, cała masa prawników “wanna be rich” przygotowała pisma i zaczęła zasypywać wielkie i średnie korporacje licząc na kawałek karnego tortu. Facebook i Google dostali od jakiegoś austriackiego prawnika pozew na 7 miliardów euro. SIEDEM MILIARDÓW EURO. Wiadomo, że kwota jest kompletnie z dupy i wiemy, że jest to robione dla poklasku, ale jednak.

No dobra, ale czy mamy efekt faktycznej transparentności i czy to wszystko było tak dobre? Trudno powiedzieć. Z jednej strony ludzie dowiedzieli się co się dzieje z ich danymi (i tak mają dalej wyjebane) a z drugiej gigantyczny chaos, który i tak summa summarum spowodował, że musisz na wszystko się zgodzić by np. dalej z Facebooka korzystać.

Jedynymi zwycięzcami tego całego pierdolnika są prawnicy, którzy zrobią zajebiste hajsy na tym wszystkim (szkolenia, pisma, nowe regulaminy, pozwy) i Knaga, która będzie ściągać kasę od korporacji (vide będzie na 500+). A nasze dane? Dalej będą dokładnie tak samo wykorzystywane jak wcześniej, tylko wiemy o tym trochę bardziej.

 

PiS out i do napisania!